Tylko i aż. Nadziei Kochani!

Na Zdany Egzamin.

Codziennie.

Na Miłość.

Bo na smutki wpływa zbawiennie.

Na Zdrowie.

Niech się w zaułkach ciemnych nie chowie.

Na Obiad Smaczny.

Najdroższy, bo z sercem warzony.

Na Film Frapujący.

Nie raz odłożony.

Na Doznania Bezcenne.

Choć takie codzienne.

Na Drogę Bezpieczną.

W tę i z powrotem.

Na Słońce I Deszcz.

Co przyjść winien potem.

Na Powrót Wyczekany.

Na Świat Roześmiany.

Na Wino Niezwietrzałe.

Na Sztućce Niezaśniedziałe.

Na Bigos Pachnący Lasem.

Na Święty Spokój. Choć czasem.

Na Sen Zasłużony.

I Na Całusa. Może być żony.

Na Wierność.

Sobie szczególnie.

Na Koc Otuchy.

By było przytulnie.

Nadziei Na Oczu Otwarcie Co Rano.

Na Dzisiaj!

Bo juto już nic nie będzie tak samo…

Odnaleźć klucz…

Odnaleźć klucz

14.03.2019

Dziesiątki mail. Setki pytań. Dostaję. Od wyruszających. Od planujących. Samodzielnie.

I cudnie! Gruzja czeka na wszystkich! Wszystkich potrzebuje. I dla każdego z Was, niezależnie od formy podróży…ma wszystko! Byleby tylko umieć po to sięgnąć…

Pytania są do mnie – to postanowiłam udostępnić Wam, to co radzę. To jak odpowiadam. To jak myślę i jakie emocje mną targają. Jak mnie ponosi czasem 😉

Słowem – odpowiedzi, refleksje, spostrzeżenia…sercem pisane. Sercem, ale i zdobytym dotąd doświadczeniem. Wciąż pogłębianym. Nigdy nie dostatecznym.

Kochani.

Nie ma w Gruzji czegoś takiego jak wycieczki jednodniowe…Nie uznaję. Ja.

Nie wtedy, kiedy naprawdę chce się coś inaczej zobaczyć, nie odhaczyć i choć trochę poczuć ten kraj… I nie wtedy, kiedy chce się obcować z ludźmi naprawdę, w ich pracy, zmęczeniu i radości, w codzienności jaką mimo, że potwornie trudna rozjaśniają sobie gruzińską duszą i winem…J

A cały zaś pobyt w kraju, o t a k i e j historii i t a k i m bogactwie maści wszelakiej, musi być po prostu jedną wielką wyprawą objazdową! Setki kilometrów do zrobienia!

I tylko posiadanie auta i przewodnika/kierowcy na wyłączność, na cały pobyt, od a do z, tylko to, w moim przekonaniu, pozwoli na zrealizowanie maximum w posiadanym czasie. Na wyciśnięcie z tego pobytu wszystkiego. Bo wówczas czas nie ucieka przez palce. Bo to nie wyśmienicie oznakowana Europa. Bo nie tracimy czasu na studiowanie mapy i pytaniu o drogę. Ba! Najpiękniejsze miejsca, te nieodkryte masowo – nie pojawiają się na niej w ogóle i nie przeczytamy o nich w przewodnikach. Bez Gruzina – ani rusz.

Ale przecież chyba o to chodzi? O to by się w kraj zagłębić? Wgryźć od zaplecza? Aby wiedzieć co, wiedzieć jak i wiedzieć gdzie? Co absolutnie nie oznacza więziennego reżimu! Zresztą o jakim my reżimie w Gruzji mówić możemy 😉

Piszę o tym, bo po prostu wiem doskonale, że tylko człowiek, który zna kraj na wskroś, ma pojęcie o drogach i kilometrach do przebycia, czuje różnicę między 100km na mapie a w realu, który jest odpowiedzialnym kierowcą i spędza za kółkiem tysiące kilometrów nie rocznie, a miesięcznie, zna wszystkich i jest rozpoznawalny i tylko taki, któremu się chce! – tylko taki będzie wiedział Kochani gdzie Was zawieść, gdzie zakwaterować, gdzie zboczyć z utartego szlaku, aby było po gruzińsku naprawdę, a nie sztampowo i li tylko terytorialnie. Nie zabłądzi, nie ściemni, nie nadłoży kilometrów. I jeszcze wiele innych „i”…

I to jest m ó j klucz do Gruzji. I tej mojej ze mną, ale i tej dla Was „w pojedynkę”.

I dlatego właśnie tak bardzo drażni mnie podejście niektórych. Niektórych Tych. Tych po tamtej stronie. Tych nie moich 😉 Wkurza nawet wtedy, kiedy dostosowują się do Waszych wytycznych. Coś poczytaliście, coś obejrzeliście, coś słyszeliście. Próbujecie się przygotować. I super! Przekazujecie więc dalej, tę Waszą kształtującą się wizję tripu, acz wciąż jeszcze kompletnie Wam obcą. To naturalne. Nie znacie przecież tych miejsc. Ilość kilometrów jest dla Was tylko cyfrą i trudno Wam ją przełożyć na godziny potrzebne dla ich przebycia. To zrozumiałe również. Acz lekcja przyjdzie szybko 😉

Do czego zmierzam? Bo gotowam się zgubić J

Ano zmierzam do tego, dlaczego właśnie tak ważne jest, na kogo się trafi. Zwłaszcza w Gruzji.

Zmierzam w prostej linii do tego, że to człowiek znający temat – kierowca, gospodarz, przewodnik, organizator, to on powinien zasugerować Wam trasę i wykreować Wam podróż marzeń! Tymczasem odnoszę wrażenie, że nie wszystkim zależy na Waszym powrocie 😉

Jasne, że ślęczenie za kółkiem, w niewiarygodnej koncentracji i podzielności uwagi jednocześnie!, bycie tragarzem, przewodnikiem, tłumaczem i kolorytem lokalnym w jednym nierzadko, to katorżnicza robota tam! I nie każdemu, naprawdę nie każdemu chcę się nadto spocić i nadto zmęczyć…Ale przepraszam…Czym więcej o tym myślę, tym większy mam niesmak. Niesmak i boleść taką ludzką! Bo, przysięgam, zrozumieć nie jestem w stanie, jak można „zaopiekować” się gośćmi nie pokazując im tego, co absolutnie trzeba i co więcej – można, nie pokazując im nawet…skrawka Wysokiego Kaukazu!

Okaleczanie. Nie zgadzam się!

I jak powiecie, że będąc w Gruzji, nie widzieliście choćby jednego kultowego miejsca wysokogórskiego…ciężko to będzie komukolwiek zrozumieć…I straszne to i śmieszne jednocześnie. Zależy kto będzie słuchał

Wściekła jestem. Bo to jest właśnie to, czego nie znam. Osobiście. Nie znam, bo doświadczam tej pięknej Gruzji. I tej nie-pięknej nigdy nie spotkałam. I pewnie dlatego tak uparcie wierzyłam, że tak się nie zdarza…Że to niemożliwe. Że wszystkim w Gruzji zależy na tym samym. Na Gruzji.

A jednak możliwe. Da się jednak zepsuć pobyt. I okaleczyć odbiór. Nawet bardzo…

Jestem też jednak bardzo szczęśliwa. Moje różowe okulary trzymają się wyśmienicie. Leżą od lat jak ulał. Bo? Bo znam ludzi na których mogę polegać. Bo „moi” Gruzini są jak z bajki. Jak z bajki! Przyjaźnię się z nimi od lat, a teraz współpracuję.

Nigdy, w żadnej minucie nie zawiedli ani mnie, ani nikogo z moich gości, ani nikogo kogo znam. I ta relacja nasza, to oddanie i wzajemny szacunek i ufność, to wszystko przekłada się na każdą wspólną podróż. Dodaje smaczku, kolorytu i tego na wskroś prawdziwie gruzińskiego sznytu. I nie, nie wyobrażam sobie Gruzji bez nich… To jest mój klucz. I pilnuję go jak oka w głowie.

Już miałam finiszować, ale jeszcze jednak mnie nosi…Nie ogarniam. Nie rozumiem. Nie zgadzam się! Jak można być na zachodzie na przykład i nie zobaczyć Swanetii? Wież rodowych w Mesti? Lodowca Chalaadi nie zdobyć cudnym trekkingiem? A Ushguli? Położonego u stóp Szhary? Przecież to najwyższy szczyt gruzinskiego Kaukazu…Jezusiu…Jak można, mając czas, ominąć takie „must see”? No jak? To tak jak być w Kacheti i wina nie skosztować…albo wyjechać nie znając smaku chinkali…Albo przejechać Drogę Wojenną nie docierając do Kazbegi…

Przepraszam Kochani za ten atak emocjonalny 🙂 Znacie mnie jednak. Inaczej nie potrafię. I nie chcę.

Bo chcę czegoś innego. Bo pragnę całą sobą, aby każdy się zakochał. Zakochał, poczuł, oszalał, a potem wrócił! I innych zaraził!

Bo Gruzja potrzebuje turystów…Ogromnie! A oni wrócą i opowiedzą innym o niej z zachwytem wzruszenia w oczach tylko wtedy, kiedy ktoś odpowiednio Sakartvelo im pokaże…

A znam i spotykam wiele osób które zostały skrzywdzone. Chociaż chyba bardziej Gruzja…Niektórzy są na tyle zdeterminowani, że podejmą kolejną próbę odkrycia tej części świata. Jeszcze raz. Inni jednak…wolą jak najprędzej zapomnieć, że w ogóle na Kaukazie byli…

Często też czytam, że pragniecie prawdziwości. Że marzy Wam się poobserwowanie jak żyją zwykli Gruzini…I, że macie na poczucie tego…chwilę dosłownie. Tak przejazdem po prostu…Myślicie więc złudnie, że wystarczy wysiąść gdzieś na moment, niemal w biegu, aby -jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – zobaczyć jak żyją Gruzini…

Kochani! Przecież oni ż y j ą właśnie! Nie odgrywają, przepraszam znowu, jakiejś roli na zamówienie…Taneczne show narodowe można zobaczyć w restauracji 🙂

Nie poznasz jednak Gruzina, kultury tradycji i duszy! jeśli nie zasiądziesz z nim do prawdziwej domowej supry…jeśli z nim nie pobędziesz, nie zajrzysz do jego kuchni…na podwórku nie pogonisz krowy, nie ubłocisz butów, bo akurat kostki nie położyli jeszcze…Nie poczujesz Gruzji Człowieku, jeśli nie obudzisz się rano i nie pokłonisz szczytom Kaukazu nisko…

Moi Mili, Drodzy moi…pragnę Wam jeszcze coś powiedzieć, uspakajając troszkę na koniec. Emocje i Was J

To nie jest tak, że straszę, wyolbrzymiam, spisuję każdy indywidualny wyjazd „w ciemno” na straty. Nie! Po prostu mi…ogromnie żal.

Bo właśnie o to chodzi, że Wam wcale nie musi być źle! Ubogo w doznania, czy w miejsca odwiedzone. I pewnie będziecie zachwyceni! Nie wykluczam tego absolutnie.

Żal mi dlatego, że po prostu wiedzieć nie będziecie co Was ominęło…I to wkurza mnie najbardziej. 

Do Zakochania w Gruzji!

asha

Szczęście koloru wine

Szczęście koloru wine

1.03.2019

Dzień dobry u progu wiosny! 🙂

Jeszcze chłód. Jeszcze szyby skrobnąć trzeba. Niekiedy. Ale co tam! 
Jeszcze chwila…Jeszcze tylko chwila!
Wiosna wisi w powietrzu…I nic już jej nie zatrzyma!

I w tym wyczekiwaniu, w tym oczekiwaniu niesamowitym, w tej tęsknocie nie-do-o-pi-sa-nia, w tym odliczaniu już prawie końcowym…
Zwierzyć Wam się pragnę 😉
Tak właśnie. Taki mam nastrój. I chęć nieodpartą.
Blisko wszakże ze sobą jesteśmy – to można? 😉

2016 rok. Już trzy lata? Jezuuuusiu, jakże szybko umyka nam czas… 
Jakże szybko świat spod stóp się usuwa…Gna! Trzy?!
Jednak trzy. Cholera…Trzy w metryce do przodu to oznacza jednakoż…Ech 🙁
Zresztą, co tam! Po czterdziestce ustaliłam z mężem, że…Piękno jest w Nas! O! 🙂

2016. Szpital. Zapalenie opon. Bez żartów. Grubo było.
I ta najbardziej wyczekiwana wiadomość…Mam mózg! Nie-by-wa-łe…
Samą mnie, uwierzcie! zdziwienie przyćmiło wówczas ogromne! I jak mam chwile zwątpienia i teraz niekiedy – sięgam po TK 🙂
Mam! I takie chwile i bardzo wyraźny obraz.
I nie rozmawiamy teraz o rozmiarze. O IQ tym bardziej nie.
Jest i koniec.
Trochę jak z tym Pięknem 🙂

Teraz, albo nigdy. Teraz, albo…biurko. 
To był t e n moment. Jedyny. Ostatni.
Ryzyk-fizyk. Albo umierać z marzeniami, albo ze wspomnieniami…
Czym ryzykowałam? Uwierzcie mi…wszystkim. I to też wiem na pewno 😉

Bałam się. Jak nigdy! Nie tego t a m. Bałam się tego t u. 
Tam – nowe tworzyć miałam dopiero. Tu…wszystko co pół życia tworzone wspólnie…miałam przemeblować totalnie. I przemeblowałam 🙂

Kolekcję marzeń zamieniłam więc…na kolekcję wspomnień. 
Najpiękniejszych. Najcudniejszych!
Wszak to one są największym naszym bogactwem.
Nienamacalne, a cenniejsze od naszyjnika Lady Gagi z gali Oscarów 😉
I nie są na sprzedaż. I nikt ich nam nie ukradnie!
I tylko je jedyne, zabierzemy kiedyś ze sobą tam daleko…w tę zupełnie nikomu nieznaną Podróż…
Ale jeszcze się nigdzie nie pakujemy! Stop! 🙂

Czy warto było?
Jezu…Dla miejsca w którym jestem dzisiaj…Dla uśmiechania się do klawiatury i ekranu (bo bezwzrokowego pisania nie opanowałam jednakoż do tej pory ;-), i dla kolejnych własnie zmarszczek od śmiechu…
Dla tego wszystkiego, tego czego wymienić tchem jednym nie sposób…
Po tysiąckroć warto!
Ale wciąż mi mało. Wciąż chcę więcej! I sięgam po więcej…
Moja skrzynka marzeń rozrosła się do niebotycznych rozmiarów.
Jest teraz Ogrooomną Skrzynią, którą dzisiaj zapełniam Wami i z Wami! 🙂

I to jest moja definicja Szczęścia. 
I to jest moja definicja Spełnienia.

Bo moja Pazerność na Życie nie ma końca.
Bo zanim się poddasz – Spróbuj.
Bo zanim umrzesz – Żyj.

Pięknego dnia chciałam Wam tylko życzyć 🙂

Do Zakochania w Gruzji!
asha

p.s. z wina zaś naprawdę najbardziej lubię jego kolor. wiem na pewno 😉

6 stycznia Trzech Króli

6 stycznia

6.01.2019

U nas Święto Trzech Króli. Nie sześciu 😉

W Gruzji Czas Święty również!
Kościół Prawosławny obchodzi dzisiaj Wigilię Bożego Narodzenia ?
Czas zadumy i dla mnie, bo…Cerkiew posiada Moc.
I nie o hierarchii mowa naturalnie ?
Moc tkwi w Tradycji, w Historii i…w Zapachu!
Kto raz poczuł woń murów Cerkwi…zapamięta na zawsze…
Jest Magiczna…Jest Nadzwyczajna! ❤️

Wszystkim Wam Kochani, którzy dziś wieczorem zasiądziecie przy Wigilijnym Stole składam życzenia Radości, Miłości, Pokoju, Opieki i Wytrwałości. 
I Zaufania. Że wszystko się ułoży. 
I Poczucia Bezpieczeństwa. Już na zawsze! ‼️

S Rajdestvom Druzia! 
asha

Na Nowy Rok!

Na Boże Narodzenie i na całe życie.

24.12.2018

Siły spokoju. I Pokoju.
Wytrwałości. I szklanki zawsze do połowy pełnej.
Uporu. I odwagi. 
Kurtki impregnowanej. Na zło. 
Czapki Niewidki. Kiedy kurtka przemoknie. 
Pazura. Na Życie. I Wiary, że się nie ukruszy. Jedno i drugie. 
Energii. I Mocy. I tylko tej dobrej jej strony. 
Ramienia. Stabilnego. Na zawsze. 
Uśmiechu. Nie tego, co przykrywa. Tego, co rozpromienia. I zaraża. 
Szczęśliwości. A przynajmniej Poczucia Szczęścia. 
Dobrego Serca. Od innych. Acz najpierw naszego własnego. 

Pogody Ducha. Bo tylko na tą wpływ mamy. 
Płomienia. Niech rozświetla, a nie w zgliszcza obraca. 
Zdrowia. Niech będzie zawsze. 
I Egoizmu Zdrowego. Bo Nasz Czas jest tylko raz. 
Tęsknoty. Uskrzydlającej. Mimo, że boli. 
Miłości. Prawdziwej. Ale też tej, choćby przez chwilę. Na moment. 
Przyjaciół. Tych od Rozwagi. I tych od Szaleństwa. 
Pauzy od trosk. 
Urlopu od bólu. 
Ekwiwalentu za upadki. 
A za wzloty premii. Bajońskiej. 
I jeszcze… 
I jeszcze mapy. By odnaleźć tę Własną Drogę po Skarb… 
I kredek jeszcze. I farb. 
By Szlak Swój okrasić kolorem. Kiedy wszystko dokoła będzie zbyt czarne, zbyt białe…

Najwspanialszych Świąt Wam życzę Kochani! 
Takich wymarzonych. Wyśnionych takich!
Refleksyjnych też trochę. Trochę bardzo. 
I bardzo spokojnych.
A w Nowym Roku życzę Wam…Życia na pełnych obrotach i piersią pełną! 😉
I wszystkiego tego, co akurat Wam będzie potrzebne…

A dla złagodzenia patetyzmu…garść myśli w zdjęcia ubranych i przymrużeniem oka okraszonych, dorzucam 🙂 
asha

Na Boże Narodzenie i na całe życie!

Nowy Rok Niechaj się Darzy!

31.12.2018

Kochani!

Zwariujmy w Nowy Roku ze Szczęścia! 
Oszalejmy dla Miłości w Roku Nowym! ?
Poświęćmy 2019 właśnie Sobie. Właśnie tak!
Szufladę z Życiową Mądrością zatrzaśnijmy. Niekiedy!
Wkręćmy się w Marzenia, a Pragnienia potęgujmy!
Kiedy musimy – śpijmy!
Zdrowo jedzmy. Zdrowo pijmy!
Uśmiechajmy się do lustra! 
I po prostu… Ż Y J M Y! ?

Do Siego Roku 2019!
Gaumarjos! ?
asha?

Specjalna cierpliwość…

Gruzja nauczyła mnie cierpliwości. Oczywiście, że raczej zawsze byłam. Wytrwała i cierpliwa. Choć nie zawsze konsekwentna 😉

Mówię jednak o takiej cierpliwości specjalnej. O takiej, która jest darem, kiedy nagle stajesz oko w oko z sytuacją, na którą nie masz najmniejszego wpływu. Po prostu żadnego. Nie przeskoczysz. Choćbyś bracie nie wiem jak tupał nogami, nie dasz rady. Głową muru nie przebijesz…

I tego opanowania, brania losu za dobrą monetę, trzymaniu nerwów na wodzy, tego właśnie nauczyłam się w Gruzji. I jakże dzisiaj jestem szczęśliwa…Jakże dobrze mi z tą lekcją. Odrobioną wielokrotnie! Ostatni raz…wczoraj 😉

Dziś więc po raz drugi zbieram się na lotnisko. Ufam, że w tej podróży…ostatni 😉

Nic się nie dzieje bez przyczyny. Święcie w to wierzę. Tak samo jak w to, że jutro przywitam się z Wami z Tbilisi…W końcu! 😉

Buziak ogromny!

Do miłego,

asia

Tuszetia – Dotknąć Gwiazd! 2017

Bo to jest tak… No właśnie? Jak to jest? Jak to się dzieje? Spotyka się trzynaście sobie nieznanych wcześniej osób… Odmienne charaktery, zawody inne, życiowo inaczej…i z różnych stron świata…
I???
I dziś jedno pytanie…Jak żyć? Jak żyć, kiedy ta chwila, ten moment, to mgnienie które wypełniało nas przez te 7 dni…odchodzi…Mija…
Często myślę o tym jacy Oni będą? Jaka ja Im się wydam? Jak „na żywo” będziemy się postrzegać? Zawsze się boję. Zawsze. A potem zawsze płaczę…
Grupa Dwa Dni Po. Kto śledził wpisy, jakieś wtręty między wierszami, ten wie co niesie za sobą ta nazwa…A niesie wiele. Wszystko niesie. Zrządzenie losu. Przeznaczenie. Wytrwałość. Łzy. Nerwy i strach. Ryzyko. Wyczekanie. Wzruszenie. I Przyjaźń.

Jak to mawiają? Kto nie ryzykuje nie pije szampana?
Bzdura! Kto nie ufa, nie je racuchów na 2660! Kto nie ma nadziei, nie przeżywa Podróży Życia! Kto się boi, ten nigdy nie zaśnie pod gwiazdami Kaukazu! I kto nie wierzy, nigdy nie pozna ludzi, którzy gotowi są przełożyć urlopy, ważne sprawy, nagiąć niemal rzeczywistość, by ostatecznie podjąć wyzwanie na które czekali miesiące…By dolecieć, bo…bo Gruzja czeka…bo czekam przecież i ja…I jajka na twardo…
I nie mam już żadnych słów więcej. Nie chcę mieć. Nie chcę kaleczyć emocji. Nie ma bowiem takich, które choć w promilu są w stanie oddać nasz wspólny, wyczekany trip…

DZIĘKUJĘ ZAŁOGO!

A Was Kochani zapraszam już za rok! Terminy gotowe!

Do zobaczenia w Gruzji!

Majówka 2017 – Wolności Smak

Pewnie, że takie wspomnienia, nie ważne czy profesjonalnie złożone i wykonane, czy nie 😉 – najbliższe są tym, którzy stali się ich częścią…Niemniej chciałabym podzielić się nimi z Wami wszystkimi…Bo?
Bo wiecie doskonale, że czekałam na tę Majówkę jak na tlen…Bo odliczałam miesiące, tygodnie, dni i godziny…Bo tęskniłam. Marzyłam. Śniłam. Bo się bałam. Też! Po ludzku. Po prostu. Strach jest mi tak samo bliski jak Miłość do Gruzji
😉 Duża jestem, a nerwy jak przed maturą…
I ta
k…To był egzamin. Z dojrzałości. Z gotowości. Z cierpliwości. I z wytrzymałości. Każdego rodzaju 😉
I? I w życiu nie powiem, że zdałam go na szóstkę. Jestem próżna oczywiście. Ktoś nie jest? 😉 Natomiast o dziwo, obiektywna wobec siebie i surowa w ocenie też być potrafię…Zawsze bowiem można coś poprawić. Ulepszyć. Dołożyć bądź zwolnić. I niech ta świadomość nigdy mnie nie opuści. Niechaj zawsze mi towarzyszy! Niech wszystkie szufladki mej blond główki będą otwarte na sugestie, rady, spostrzeżenia a nawet krytykę.
Bo ja wciąż Cię Gruzjo kocham i wciąż pragnę się Ciebie uczyć…

Tak. Bo warto! Bo warto, nie tyle żyć wspomnieniami, co pielęgnować je. Pozwolić im być natchnieniem, siłą, uśmiechem, wzruszeniem i…wiarą. Wiarą w Ludzi przede wszystkim…

Po co jednak wracać? Do przeszłości? Skoro mamy…nowy dzień??? Skoro świat idzie tylko do przodu? Ano po to, że takie wspomnienia, oprócz wzruszeń, uśmiechu i tęsknotek, dają również głębokie poczucie sensu decyzji jakie się podjęło, zmian życiowych radykalnych, bądź kosmetycznych a niekiedy również wagi przeogromnej…I tak jest ze mną. Te wspomnienia właśnie, te duże i te małe zupełnie, dają odpowiedź na pytanie, czy było warto? Są oceną, jaką wystawia mi Czas…Są drogowskazem na jutro…I nauczycielem najlepszym!
I te chwile zamknięte w aparatach, recenzjach, głosy utrwalone, telefony, maile, czaty i…spotkania post-gruzińskie, to odpowiedź dla mnie jednoznaczna…

Tak…Warto było! Wywrócić życie do góry nogami po to, by dziś za tym Życiem gnać! By gonić je ile tchu…By nie jeść, bo czasu albo brak, albo szkoda, albo kolendry za dużo…😉 By nie spać, by każdą chwilę łapać, by zapomnieć co to makijaż, by wracać tak samo szczęśliwym jak wykończonym…By Żyć. By Wolność w sercu nosić! Wolność pojętą szeroko tak, i tak…jak każdy ma ochotę ją pojąć…I choć teraz zabrzmi to…matko jak patetycznie (!)…to…Święcie wierzę w to…że Gruzja uwalnia nas z kajdan! 😉 I wiem to na pewno, bo podróżując z Wami staję się tego świadkiem…

Sakartvelo…Nieś mnie nadal…Unoś…Uskrzydlaj…Bądź jak Niekończąca się Opowieść…A ja obiecuję…Nigdy nie skończyć Cię pisać…

31.05.2017

Wypatrując wiosny

I jak tam wiosna u Państwa? 😉 Mroźno, śnieżnie, wietrznie i ogólnie zimno? Czyli? Czyli po staremu ;-(
Ale pamiętacie, że kiedyś było inaczej??? No było! Naprawdę!
Pamiętam zimy na wsi – w czasie zimowym! Jak należy. Gwiazdor na przykład, zanim się dotelepał z prezentami do ostatniej chałupy na wiosce (albo pierwszej – zależy jak patrzeć ;-)) to czarna noc już była! A zanim się otrzepał ze śniegu, rozgrzał i odtajał, by w końcu prezenty grzecznym dzieciom rozdać…niemal świtało 😉 Taka zima. Zaspy po pas! Mróz skrzący i ubaw po pachy! Było tak…I cudnie było kiedy w mig tworzyły się takie nasypozaspy na drodze i…wolne od szkoły murowane 😉 Zimę stulecia też pamiętam oczywiście. Bo ogólnie pamięć mam dobrą 😉

I lata gorące pamiętam! No i pewność, że będą! I zapach lipy! W porze kwitnięcia! Pamiętam! Jezu…ależ roiło się tam od pszczół…Brrrr

A dziś??? No jest inaczej. No jest. Urlop wyczekany, rok 2011… odcisnął się piętnem na mojej psychice 😉 Kaszuby nasze cudne. Jezioro czyściusieńkie. Dziecko stęsknione za wolnością i mamą co z etatu wyrwała tydzień! I??? I dobrze, że pod tarasem drzewo do kominka było. Dużo drzewa! Kalosze zaś okazały się elementem garderoby najtrafniejszym…11 stopni! Nie w nocy, nie nad ranem nie o zmierzchu…W południe! W lipcu…To też pamiętam, chociaż wcale nie chcę! Na kolejne lata zmieniłam taktykę, ale sierpień na bank umówił się z lipcem na wymiankę, a oba zaś “letnie” miesiące z moim szefem chyba 😉

No i generalnie jak to w życiu. Do szkoły pod górkę a głupiemu radość 😉 No bo teraz dajmy na to mamy tak. Połechtało nas zapachem lata, rozbudziło nadzieje, przetrzepało garderobę (na dwa dni!) i…curik. Zimowa kurteczka na Wieklanoc idealna! Dalej…Majówka. No musi być ciepło! Nie musi. I nie będzie. Raczej. A już na pewno nie tak jak nam się marzy. Dobra. Świat się nie kończy. Poczekamy. Może na kolejny długi weekend niebo sypnie łaską? Może. Ale dobrą to ja mam pamięć. Cierpliwość zaś już znacznie mniej. Zresztą trochę już się w życiu naczekałam ( w końcu zimę stulecia pamiętam 😉 To teraz, po prostu, najnormalniej w świecie uciekam! Spieprzam jak ten kurczak czy gęś w tym gifie, kiedy szef pozwala ci wyjść wcześniej z pracy 😉

Zaraz zaraz…Chciałam o czyś konkretnym??? No oczywiście!

Ale żeby nie było – lekko w kontekście 😉 W kontekście żółtego kurczaka (lub gęsi ;-))

A więc…

KTO UCIEKA ZE MNĄ? Wszystkie uciekające żółte pisklęta przygarnę zawsze z upalną, winną, gruzińską radością!

Zapraszam Kochani serdecznie! I najsoczyściej jak potrafię! 😉